piątek, 18 grudnia 2015

Cała prawda o tym blogu



Ukraince bardzo miłej z miasta Krzywy Róg 
Edgar Degas, Absynt
nowych stresów wciąż i wciąż przysparzał pan Facebook.
Bo inni takie fajowe życie,
u niej ino robota i tycie
i że nawet nie ma zdjęć zrelaksowanych nóg.






Jasne, że od dawna mam profil na Facebooku. I oczywiście, że tracę nie wiadomo ile czasu codziennie na podglądanie, co dzieje się w życiu moich znajomych. Zawsze jednak unikałam ze swojej strony jakiejś większej aktywności - ot jedno zdjęcie profilowe niezmieniane od lat (po co zresztą miałabym kogoś dawno nie widzianego informować o ty, jak się zestarzałam?), czasem udostępnienie jakiegoś fajnego mema. Ale żeby opisywać skrupulatnie swoje życie - co to, to nie - nie moja bajka. I tak było niby ok, ale w pewnym momencie zaczęłam dostrzegać,

że coś ze mną jednak jest nie tak. 


Po każdej takiej sesji wyglądałam jak pani obok. Miałam uczucie, że w moim życiu nic się nie dzieje. Spotkania z przyjaciółmi wieczorem przy winie i smacznym jedzonku - fajnie, uśmialiśmy się, poczuliśmy się znowu młodzi i beztroscy - a jednak następnego dnia jakby kac, jakiś niedosyt, jakaś smuga smuteczku. Wakacje udane, wreszcie czas na spokojne spędzanie czasu z rodziną i nawet z mężem już się o nic nie kłócimy, bo znamy się jak łyse konie, więc nie reagujemy na wzajemne zaczepki. A jednak jak patrzyłam na zdjęcia znajomych z knajp, z plaż i miasteczek, znad jezior - jakaś zazdrość mnie brała i przeświadczenie, że na pewno bawili się lepiej ode mnie. A moje życie puste. Mąż widząc, że jestem ostatnio jakaś niewyraźna zaczął podpytywać, jak się czuję, czy jestem smutna? A ja na to, że nie wiem - jakoś tak dziwnie, ale nazwać to trudno.

I dalejże 


scrolować fasbuka i coraz mi gorzej i gorzej. Basia z tureckiej plaży:”Bardzo szczęśliwa”. W drodze do pracy w poniedziałek “Świetnie” (gdzie ona pracuje??!!!!). W restauracji “mniam, mniam” (i ja od razu myślę, że zwykle zamawiam nie to co jednak chciałam i nie smakuje mi to co dali). Magda wciąż na jakiś zdjęciach z przyjaciółmi - to knajpa, to kino, kort tenisowy - Boże, czy ja się nie za rzadko spotykam ze znajomymi? Albo ich dzieci - takie dowcipne, tak mądre - moje w ogóle nie mówią takich fajnych rzeczy. Nie pokazuję co ugotowałam, jak wygląda mój kubek kawy, że mam bałagan, że posprzątałam. Nie wrzucam zdjęć moich zrelaksowanych stóp. Ani żadnych części mego ciała. A film obejrzeć bez zaklikania go na FB, to jakby się go w ogóle nie oglądało.


Tu mała dygresja. W PRL-u (ktoś pamięta?) śledziło nas SB. Teraz sami na siebie donosimy na FB :)



Kiedy byłam już tak blada, 


że zaczęły mi się zacierać kontury, dotarła do mnie prawda. Znikam, bo mnie nie ma w social mediach!
Potem było zastanawianie się, co zrobić. W końcu dostrzegłam jedyną szansę ratunku. Już tylko dawka uderzeniowa leku mnie ocali. Dlatego zaczęłam pisać tego bloga. Bardzo mi przykro, że zaśmiecam internety.

A tych, którzy dotarli do ostatniej linijki tego tekstu przepraszam, że musieli to czytać.

Obraz - Licencja Domena publiczna na podstawie Wikimedia Commons

3 komentarze:

  1. Fajny wpis, inny niż wszystkie - ale fajny. Muszę zerknąć na inne przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapraszam do czytania pozostałych wypocin :)

      Usuń