piątek, 25 listopada 2016

Maruda



Pewna paniusia ze wsi Mogiła
od rana do nocy wciąż marudziła
wszystko było nie tak

i ciągle czegoś brak
nigdy całkiem zadowolona nie była.



Przyznam to bez bicia - jestem marudą. Zawsze znajdę tzw. dziurę w całym, po to by ją potem moimi myślami i wypowiedziami pracowicie powiększać. Dłubać w każdej sytuacji pieczołowicie, dodawać argumentów przeciw, patrzeć na ciemne strony i wylewać wodę ze szklanki, chociaż i tak jest zawsze do połowy pusta.

Do beczki pełnej miodu dodaję przynajmniej dwie dodatkowe łyżki dziegciu. Albo i trzy. Nawiasem mówiąc, dużo bardziej podoba mi się angielskie określenie "a blot on the landscape" - oznaczające plamę, skazę na krajobrazie. Tak, właśnie tak widzę świat.


I co z tego?


Cóż z tego, że świeci słońce, skoro wszyscy wiedzą, że przyczynia się do raka skóry?
I na co nam ten cały dobrobyt, skoro przez to cierpią więzy międzyludzkie? 
No niby wyniki dobre i lekarz powiedział, że nic mi nie jest, ale oni się przecież czasem mylą?
No mam niby dom, ale ile to sprzątania!
Super mieć samochód, tylko że paliwo takie drogie.
Fajnie, że mam dobrą pracę, tylko czasu tak mało.
Fajnie, że nie muszę pracować, tylko czasu wolnego tak dużo.
Ach, piękne te alpejskie stoki, ale czy śnieg musi być tak biały i razić oczy?
Ach, Hiszpania, morze, ale tu jest za gorąco!

I po co to robić, skoro, jakby powiedział mój idol Smerf - Maruda - na pewno się nie uda? 

A co jeśli marzenie spełnione nie będzie już tak piękne jak wtedy, gdy tylko żyło w naszych myślach? Ach, o tym już było.


Nie tylko ja 


Oczywiście nie tylko ja na to choruję. Znam całe stado podobnych do mnie. Pamiętam koleżankę, której teściowie zamienili się z nimi na mieszkania, skutkiem czego ona z mężem dostała dwukrotnie większy metraż. W mieście, gdzie koszt zakupu mieszkania jest jednym z najwyższych w kraju. Ale wiecie co? Oni im zostawili stare meble w kuchni...Dramat.
Albo mama koleżanki bardzo jej pomagała przy dzieciach. No, ale mama sąsiadki jeszcze bardziej się udzielała przy wnukach, co dawało powody do marudzenia. I te wszystkie sytuacje, gdy trawa u sąsiadów bardziej zielona...


Gdyby mi za to płacili...


Gdyby na marudzeniu można było zarabiać pieniądze - o nie czytalibyście tego tekstu, bo byłabym zbyt zajęta piciem drinków z palemką na gorącej plaży, by wypisywać jakieś głupoty w internetach.

Tutaj muszę przerwać na chwilę mój wywód, by zastanowić się, jak wyglądałoby to moje życie na gorącej plaży… Jestem prawie pewna, że piasek parzyłby mnie w stopy, drink byłby niedobry, a słońce za mocne.

Obawiam się jednak, że nawet najbogatszy i największy optymista nie dałby złamanego grosza, żeby mu ktoś ciągle obrzydzał piękno świata swoim ględzeniem. 


Badania


Podobno pesymiści są zazwyczaj bogatsi, na co wskazują jedne z badań - tak, tak, oczywiście amerykańskich uczonych. Wiązać ma się to z ich ostrożniejszym podejściem do pieniędzy, inwestowania, a także oszczędzania na "czarna godzinę" (która wg naszej części ludzkości nadejdzie na pewno!)

Podobno pesymiści żyją dłużej i mniej chorują - bo bycie nadmiernym optymistą jest związane z większym ryzykiem niepełnosprawności, a nawet śmierci. Pesymizm zaś skłania do większej troski o życie i zdrowie, wiąże się z również w tym aspekcie z większą ostrożnością.


A może jednak optymiści?


Żeby było ciekawiej inne studia pokazują, że jednak optymizm to gwarancja długowieczności, a nadmierne zamartwianie się przyczynia się zwłaszcza do chorób serca i krążenia. Przez to już sama nie wiem, czy mam się cieszyć z tego mojego pesymizmu? Aaaa. Wiem, cieszyć się i szukać dobrych stron to może optymista przecież.

Nie wiem jak to się statystycznie rozkłada. Na wyczucie - więcej narzekaczy. Nawet kiedyś postulowałam utworzenie w tym celu specjalnego ministerstwa.

Przyznajcie się - lubicie marudzić?

Zdjęcie Unsplash, Edan Cohen


7 komentarzy:

  1. Co tam, że szklanka tylko do połowy pełna skoro widać w niej jakiś zacny napitek :D
    Wyjaśniła się tajemnica, dlaczego nie trzymają się mnie pieniądze ;) Ale może pożyję dłużej, jeśli będę miała za co :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zawartość szklanki też jest ważna:)

      Usuń
  2. Ja nie znoszę marudzenia innych :D Sama też rzadko marudzę, a jeśli już, to musi być to poważny problem. Generalnie jestem niepoprawną optymistką i wszędzie szukam pozytywów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukanie pozytywów to naprawdę sztuka, bo marudzić jest łatwo. Gratuluję takiego podejścia :)

      Usuń
    2. Nie zawsze wychodzi, nie ma co się oszukiwać :) Ale pomimo tego, że nie znoszę marudzenia innych ludzi, nigdy nie powiem tego nikomu wprost, bo doskonale wiem, że czasem trudno jest spojrzeć na coś z dystansem i znaleźć dobre strony. Raczej w drugą stronę - próbuję komuś wskazać pozytywy, coś podpowiedzieć, albo po prostu wysłuchuję.

      Usuń
  3. oj lubimy ;)
    Czasem się zdarza, nie zaprzeczę - tak troszkę, dla zdrowia psychicznego ;)
    Ale... jak znajdę się w towarzystwie takiego marudy, co to go piasek na Malediwach parzy, a drink za zimny, to obracam się o 180 i potrafię się zachwycić ulewnym deszczem i wiatrem w oczy ;) Na przekór, bo ja bardziej przekora niż maruda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to musi być straszny dyskomfort - gorąco w stópki, a picie za zimne :)

      Usuń