czwartek, 1 czerwca 2017

Co za gość!

Pewna pani domu z podkarpackiej Radości 
postanowiła zaprosić na przyjecie gości 
wśród nich jeden zwłaszcza wiedzie prym 
tu kiepski żarcik, tam słaby rym 
do bycia w centrum uwagi prawo sobie rości. 


Tradycja to tradycja. Jest okazja (imieniny, rocznica, I Komunia) - trzeba zaprosić gości. Nielubianego wujka, wścibską ciotkę, wrednego kuzyna. I oczywiście, w większości domów przy stole musi zasiąść jeszcze jeden gość. Najważniejszy. Bez niego się nie obejdzie. Zazwyczaj szczupły i nowoczesny, choć zdarza się jeszcze gruby jegomość z uroczą dupką. Pan Telewizor.



Zupełnie nie wiem, dlaczego mnie to irytuje. Ba, na tyle, że sama nigdy go nie zapraszam. Czego nie można powiedzieć o niektórych gospodarzach imprez, w jakich miałam szczęście brać udział. Ja rozumiem, ten koleś zawsze ma coś do powiedzenia. A to o polityce, a to jakiś dowcip (cha,cha, boki zrywać), przepis na sernik, który zawsze się uda lub jak prasować koszule. Nie zalegnie przy stole nagle martwa cisza (jak ta, którą moje trzyletnie wtedy dziecko wykorzystało kiedyś do głośnego wypowiedzenia nowo poznanego słowa, a że było to akurat "kurwa"...?).
A że każda próba rozmowy kończy się szybko i na niczym, bo goście mimowolnie odwracają wzrok do Pana Telewizora? No cóż.
W końcu tam są naprawdę ciekawsze rzeczy. Ta tego zdradza, ten tańczy na lodzie, tamci śpiewają. Patrzcie, ta reklama jest super, ach jaka świetna! Ktoś z mównicy sejmu robi z siebie głupa. Naturszczyki grają sprawców zbrodni. Ćwierćinteligent wygrywa dużą kasę w teleturnieju dla Półgłówków. Łał.


Czego się czepiam?


Ja to rozumiem. W końcu spotkanie towarzyskie to jeszcze nie powód, by człowiek się męczył bez akurat emitowanego odcinka ulubionego serialu (a ona to w końcu przeżyje ten wypadek? dowiem się czyje to dziecko? powie mu, że go zdradza?), z opóźnieniem poznał wynik ważnego (czytaj: każdego) meczu czy nie dowiedział się od razu co tam panie w polityce? (nawet jeśli podobno od kilku lat NIC nas już nie jest w stanie zaskoczyć....)

Tylko nie wiem czemu mi to przeszkadza. Ta rozmowa niby prowadzona ze mną, a jakby jednak nie... nie słucha ktoś chyba... wzrok mu ucieka... bąka coś pod nosem w odpowiedzi na pytanie...
Rozumiem, że gdybym na następną taką imprezkę wzięła sobie książkę i otworzyła ją do sałatki czy kotleta dewolaj, to nikt nie miał by mi za złe i nie mruczał, żem niewychowana?



U młodych jest inaczej


To wszystko oczywiście dotyczy starszego pokolenia. Młodzież podobno (znam to wszak tylko z ludowych legend) woli przy spotkaniach wlepiać wzrok w swoje telefony-srajfony, odrywając się ewentualnie tylko po to, by zrobić sobie grupowe zdjęcie pt: Ale się zajebiście bawimy i natychmiast umieścić je w sieci. Pytanie, ilu z nich od dzieciństwa brało udział w imprezach dorosłych z Panem Telewizorem?

A wy? Zdarzało się Wam bywać na takich imprezach?


Obrazy - Niko Pirosmani:
The feast of Tbilisian merchants accompanied by the gramophone
Family feast

9 komentarzy:

  1. Oj zdarzało, zdarzało. Nie cierpię tego.
    U nas część gości bywa dość zagubiona. Rozglądają się wokół, szukają wzrokiem, rozpaczliwie wyciągają szyje, a jego NIE MA! I co tu robić w takich okolicznościach, gdy nie brzęczy "dusza towarzystwa" XX i XXI wieku? Rozmawiać??? O boziu Bożenko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :):):) Goście jak goście, ale jak wy - patologia - dajecie radę? Rozmawiacie ze sobą przy kolacji zamiast oglądać TV? I o czym, skoro nie o ostatnim odcinku M jak miłość???? :)

      Usuń
  2. Tak, niestety w moje rodzinie telewizor to jak drugi syn czy córka. Nie ma świąt bez ulubionego filmu, który już chyba 100tny raz leci zawsze o tej porze i bez komentowania durnych reklam. Chociaż tyle, że na kolacje wigilijną się go wyłącza (o dziwo...). Ja osobiście, telewizor oglądam tylko jak chce zobaczyć dobry film na laptopie, by trochę ekran był większy to podłączam kabel i tyle. Nie lubię TV, reklam i tego całego zamieszania ani wiadomości i posiedzeń sejmu. Wole sobie okno otworzyć i posłuchać śpiewu ptaków. Też jeszcze zaliczam się do młodziezy, ale chyba jestem dobrze wychowania, bo nigdy telefonu przy stole nie wyciągam. Zależy kto co lubi. P.S. Świetny tekst, powinien znaleźć się w podręczniku do języka polskiego, wdż i w ogóle w każdej lekturze na końcu, by młodym uświadomić, że jak się jest przy stole to po to by porozmawiać, nawet o pogodzie czy szkole :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu w wielu rodzinach telewizor to domownik, włącza się go zaraz po przyjściu i spędza z nim czas do wieczora... To smutne w sumie.

      Usuń
  3. Co roku w pierwszy dzień świąt chodzę z rodziną do babci i zawsze przy stole zasiadał Pan Telewizor ale jakieś 5 lat temu w pokoju był remont i tego jegomościa już nie wpuszczono. Od tamtej pory siedzimy bez włączonego telewizora i okazało się, że bez niego też można zasiąść do stołu, porozmawiać i jest całkiem przyjemnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szok! I nawet tematy do rozmowy się znajdą :)

      Usuń
  4. Nie wyobrażam sobie, aby telewizor był włączony, kiedy ktoś gości w naszym domu, to nie do pomyślenia, to oznaka braku szacunku. Oczywiście, co innego, kiedy umawiamy się na kino domowe. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też to oznaka braku szacunku. Najwyraźniej dla innych nie, skoro to praktykują....

      Usuń
  5. Mogę powiedzieć z własnego podwórka, bo niestety w domu moich rodziców Pan Telewizor odzywa się zawsze, nie ważne czy to święta, imieniny czy po prostu zwykły obiad, On jest zawsze i zawsze odwraca uwagę biesiadników od siebie nawzajem. Kiedy mogę, bezczelnie łapię pilota i odłączam towarzystwo :P

    OdpowiedzUsuń