piątek, 17 czerwca 2016

Szał ocierania ciał



Pewna pani z powiatu płonskiego ze wsi Rzy
wprost uwielbiała jak ktoś macał ją na plaży
głośno, tłoczno, jakiś smród,
śmieci, wokół syf i brud
o takim wypoczynku każdy skrycie marzy.

Odkąd Dziecko poszło do szkoły i wyjazd na wakacje poza sezonem nie jest już tak prosty i oczywisty - cierpimy prawdziwe katusze. Bo jednak jechać gdzieś by wypadało, musi to być miejsce, gdzie znudzone dzieci nie zohydza do końca i tak z samej definicji wątpliwych uroków takich wakacji. (Gdzie te czasy, kiedy człowiek po prostu wypoczywał, a nie robił za ratowniko-strażniko-przedszkolankę marząc o wieczorze, kiedy wreszcie pójdą spać?) Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie występujące u nas w rodzinie prócz uczuleń słonecznych wyraźne alergie na tłum.



Jest fajnie


Ja rozumiem, że ktoś lubi wstać wczesnym rankiem i pobiec na plażę zająć miejsce. Potem cierpliwie słuchać kłótni małżonków na kocyku obok (nie za blisko, tak ze 30 cm od  ucha) o tym, że on spożywa za dużo piwa, a ona z dużo wydaje na kiecki. Albo radyjka nastawionego na cały regulator, dzięki któremu żaden gorący przebój sezonu nie umknie waszej uwadze. Albo kłótni nie swoich dzieci, jakby własnych nie było dość. Przy odrobinie szczęścia pod nosem może wylądować pampers z zawartością tzw numer dwa i ogrzany mocnym słońcem wzmacniać swój niezwykły aromat.
Zawsze się też zastanawiam, jak niby w takim tłumie upilnować dzieci i czy ktoś miałby za złe, gdyby mu jakiś inny tatuś przez pomyłkę wyszarpał potomka w podobnych kąpielówkach.



Alergia


Ale ja akurat mam alergię. Na tłum. Co ciekawe, nie zawsze tak było, pewnie jak i inne mogą pojawić się z wiekiem. Dlatego uprzejmie dziękuję za polskie Tatry w sezonie (nawiasem mówiąc - moje ukochane góry). Nie będę stać godzinę w kolejce do kolejki lub wejścia do parku czy też przed łańcuchami, na których wymięknie kicia w szpilkach. Ani przepychać się po nadmorskim deptaku. Walczyć o kawałek nie zsikanego Bałtyku. O piasku bez kiepa. (O zużytych popularnych środkach antykoncepcyjnych nie wspomnę).

Kiedy ktoś mnie tyka, chucha w nos (czy ja muszę wiedzieć, co jadł i kiedy ostatnio mył zęby? nie!), pachą jak miechem emituje zapach swój, napiera z wszystkich stron, depcze po stopach albo atakuje torbą - mam ochotę teleportować się, rozpłynąć lub strzelać - zależy od fazy cyklu. Wydaje mi się, że osoby lubiące atakować wyczuwają takich osobników i tym bardziej huzia na nas jak psy na żer.
A propos psów - to dziwne, byle kundel, jak tylko jest przyjaźnie nastawiony, może mi gębę przejechać jęzorem i nic - niezależnie od tego, co właśnie wygrzebał ze śmietnika.

Chyba nie sezon, bo tyle jeszcze miejsca..


Co począć 


No to się człowiek czuje inny. Bo nie jest mu smutno, gdy plaże pustoszeją we wrześniu (nareszcie!). Nie przeżywa, że budy z żarciem, wyciem i piciem się zwijają. Wczasy nie będą nieudane tylko dlatego, że na jeden metr kwadratowy nie przepadały trzy okazje nie do odrzucenia (typu baloniki, koniki i inne fiki), a na trzy ziarenka piasku dwoje ludzi. To jednak fenomen, jak mała miejscowość w czasie wakacji napycha się ludzi, nadyma jak balon. Normalnie - trzy sklepy, w sezonie buda na budzie. W zeszłym roku spędzaliśmy urlop bliziutko - na Słowacji i wyjść nie mogłam z podziwu. Miejscowość jak najbardziej wypoczynkowa, a tym leniom nic się nie chce! Próżno szukać stoisk ze wszystkim, co chwila być wystawionym na pokusy szybkiego kęsa (oscypek z grilla, lody, gofry, wata cukrowa czyli samo zdrowie). Normalnie człowiek wypocząć może (jak pogoni po górach to i schudnąć).


A Wy? Lubicie wakacje w tłumie?

Zdjęcia Pixabay

23 komentarze:

  1. Lata temu zdiagnozowałam u siebie tzw. klaustrofobię społeczną, czyli odpadają nie tylko wakacje w tłumie ale też wszelkiego rodzaju masowe imprezy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, masowe imprezy też odpadają...Pytanie czy to się jakoś leczy? Odczulanie - dwa dni na Krupówkach w sierpniu?:)

      Usuń
    2. Nie leczę, dobrze mi tak :D Trochę mi przechodzi na bardzo dobrych koncertach, ale to też zależy od mojego nastroju :)
      Może dzieci cierpią, bo matka nie ciąga ich po dniach truskawki, ziemniaka, tataraku i reszty flory i fauny, ale nie wyglądają na nieszczęśliwe ;)

      Usuń
    3. Mój starszy nie wyrodził się - też nie lubi takich imprez. Moja krew!

      Usuń
  2. Ja cierpię na tę alergię od lat. NA szczęście mam ten komfort, że nie muszę nigdzie jeździć w sezonie i zwykle wybieram Włochy pod koniec września. Dla Włochów jest już za zimno na kąpiele więc zwykle cała plaża...ba! czasem całe wybrzeże jest nasze ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te wyjazdy wrześniowe...człowiek od razu czuje się jak student (z sesją zdaną w czerwcu rzecz jasna:))

      Usuń
  3. A ja właśnie się zastanawiam, czy pensjonat 4 km od centrum, w lesie i z widokiem na góry nie jest za daleko! I wiecie co? Nie jest! Dobrych wakacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz trafiłam na pensjonat prawie w centrum. Był koniec sierpnia. Drżałam na myśl jakby to wyglądało trzy tygodnie wcześniej....

      Usuń
  4. Nie cierpię! Ciarki mnie przechodzą na samą myśl o tych wszystkich ciałach obok, przed, za...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, a czasem to i prawie na tobie...:) Wiszą :)

      Usuń
  5. Przeczytawszy Twój tekst, muszę stwierdzić iż chyba jeżdżę tylko po za sezonem, albo w takie miejsca gdzie reszcie nie chce się dotrzeć - ponieważ takich tłumów to nie widziałam jeszcze na plaży. Oczywiście jesli chodzi o miasta - to tak, jak najbardziej zwiedzalam w tłumie i to było okropne doświadczenie. Nie wyobrażam sobie plażowania w takich warunkach! Zero przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście też nie widziałam. Za to słyszałam opowieści o porannych dyżurach wychodzenia na plażę w celu zajęcia grajdoła:)

      Usuń
  6. Zdecydowanie wszelkie wakacje z tłumami ludzi u mnie odpadają! CO tam wakacje, nawet koncerty,czy jakiekolwiek wydarzenia zrzeszające większe ilości ludzi. Najchętniej wakacje spędzam w spokojnym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojne miejsce? I nikt nad uchem nie ryczy "A łonaaaa taaańczy dla mnieeeeeeeee"? :)

      Usuń
  7. Widzę po komentarzach, że moja klaustrofobia społeczna to jednak szerszy problem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm. Czyżby blogerki łączyła niechęć do tłumów?:)

      Usuń
    2. Moja klaustrofobia społeczna sięga głębiej niż początki internetu w Polsce :D

      Usuń
  8. Ja lubię, jak jest pusto i dziko, ale specyficzny podobno jestem :-) Jednak skądś się te tłumy biorą na plażach i w Zakopanym. Czyli zdecydowana większość lubi odpoczywać w tłumie i hałasie. Może i dobrze, bo dla tej mniejszości pozostaje sporo pustych terenów...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nawidzę dzikich tłumów dlatego wybieram miejsca z tzw dzikimi plazami a jest ich sporo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Już nie ma dzikich plaż..." Są, tylko czasem trudno trafić...

      Usuń
  10. Kiedyś mi tłumy nie przeszkadzały. Chyba ta alergia, o której wspominasz pojawia się z wiekiem :D

    OdpowiedzUsuń