Pewna Australijka z Queensland z Mount Isy
miała w domu motywujące napisy
bo mówiły jej jak żyć
jak fajową babką być
i ją omijały małżeńskie kryzysy.
Jako zagorzała zwolenniczka blogów i czasopism wnętrzarskich chciałabym podzielić się z wami pewną refleksją. Otóż, jak wiadomo, każdy ma swój gust (lub nie ma, łotewer) i nie wszystkim musi się podobać to samo. Generalnie staram się nie krytykować (nawet w myślach), jeśli ktoś na przykład umebluje sobie dom chińskim badziewiem, które subtelnie (czytaj wiernie) nawiązuje do mebli największych projektantów (pozostających finansowo daleko poza możliwościami szarego człowieka, czego nie można powiedzieć o ich chińskich “odpowiednikach”), ale… nie mogę się oprzeć, jeśli chodzi o tzw. napisy inspiracyjne vel motywacyjne. O co w tym chodzi?






